lista wykładów

   

Wspomnienie z Tunezji

 W dzisiejszym artykule chciałbym się podzielić z Państwem wrażeniami z naszego  rodzinnego wakacyjnego wyjazdu do Tunezji. Wybraliśmy ten kraj kierując się przede wszystkim faktem, że są tam piękne, szerokie, piaszczyste plaże, które były dobrym miejscem do wypoczynku i zabaw dla naszej małej pociechy – 10-miesięcznej Amelki. Ciepłe  morze oraz wylot samolotem bezpośrednio z Poznania to kolejne argumenty za wybraniem tego właśnie kierunku wyjazdu. Chorwacja przegrała konkurencję ze względu na brak piaszczystych plaż a przelot samolotem wygrał z dojazdem samochodem do jakiegoś innego pobliskiego ciepłego kraju ze względu na to, że nasza optymalna córeczka Amelka nie za bardzo chce spokojnie siedzieć w foteliku w czasie jazdy samochodem przez 2-3 godziny, a co dopiero przez 15-20 godzin. Wyjazd zaowocował w niezapomniane wspomnienia związane z poznaniem nowej kultury, nowych miejsc, nowych ludzi. W dzisiejszym artykule chciałbym się podzielić niektórymi swoimi wrażeniami, a w szczególności tymi, które leżą w kręgu zainteresowań Optymalnych.

 Tunezyjczycy

 Tunezyjczycy to wyjątkowo pogodny i zdrowy naród. Są oni znacznie bliżej przysłowiowego „raju” niż Polacy. Prawdę mówiąc, dopiero tam widać, jak bardzo źle jest w Polsce, jak bardzo źle są Polacy odżywieni i jakie chore są w Polsce wzajemne relacje międzyludzkie. Przeciętny młody Polak wygląda przy przeciętnym młodym Tunezyjczyku jak marna namiastka człowieka. Nawet nasza optymalna młodzież miałaby duże problemy, by wygrać konkurencję o to, kto jest bliżej „raju”. Obserwacja wyglądu młodych ludzi w wieku 20-30 lat pozwala zauważyć, że są to ludzie o zdrowych obliczach, pogodni, uśmiechnięci, że nie patrzy im źle z oczu. Człowiek czuje się tam na ulicach bezpiecznie nawet w ciemnych zaułkach, co w Polsce jest nie do pomyślenia.

Dlaczego tak jest? Odpowiedź zawarta jest oczywiście w ich diecie. Z diety wynikają zaś relacje międzyludzkie, które tworzą całość mentalności narodowej i kultury. Nie chciałbym się wypowiadać na temat szczegółów ich odżywiania i dokładnych proporcji, nie mam na to dość danych. Jednak analiza tego, co dostawaliśmy jeść na stołówce pozwala wyciągnąć pewne wnioski.

Wyżywienie organizowane było na zasadzie ciepłego bufetu. Jest to pojęcie zbliżone do tzw. szwedzkiego stołu, jednak różnorodność potraw jest nieco mniejsza. Na śniadanie codziennie były w dowolnych ilościach gotowane jajka, masło, pomidory, dżemy, kakao, mleko, płatki kukurydziane. Czasem dodawali jogurt, serek topiony lub wędlinkę. Z pieczywa dostępne były przede wszystkim francuskie bagietki. Wg relacji poznanych ludzi podobne rzeczy serwowane były również w innych hotelach. Na obiadokolację natomiast dostępne było mięso drobiowe, czasem wołowina, baranina. Pływało ono w sosie robionym na bazie oliwy z oliwek z dużą ilością miejscowych przypraw. Do tego w dowolnych ilościach ziemniaki, ryż,  surówki z pomidorów, ogórków, rzodkwi, marchwi, kapusty i innych warzyw a na  deser arbuz. Do wyboru również były różnego rodzaju ‘lecza’, gulasze i zapiekane warzywa w bardziej lub mniej tłustych sosach, zdarzały się krewetki.

Całość sugeruje, że miejscowa dieta jest zbliżona do propagowanej przez Instytut Żywienia tzw. diety śródziemnomorskiej zwanej też przez dr Kwaśniewskiego dietą japońską, w której jest co prawda sporo węglowodanów, ale są też tłuszcze i białko wysokiej wartości, a w szczególności to pochodzące z jajek. W diecie tej jest mało produktów mącznych. Wydaje się, że nie ma w niej istotnych niedoborów w zakresie witamin i mikroelementów. W rozmowie z miejscową lekarką swoją łamaną francuszczyzną dowiedziałem się, że wśród miejscowej ludności występuje dużo incydentów udaru mózgu. Koreluje to z informacjami podawanymi przez dr Kwaśniewskiego, który pisze, że na diecie japońskiej jest to częsta przyczyna zgonów.

Jeśli jednak jest mowa o diecie, to trzeba koniecznie wspomnieć o innej istotnej różnicy pomiędzy Polakami i Tunezyjczykami. Chodzi o spożycie alkoholu. W Tunezji  nie jest on łatwy do zdobycia a ponadto jest on drogi. Oznacza to, że jest on tam spożywany w bardzo niedużych ilościach. Wydaje mi się, że jest to istotny element znacznie lepszego stanu zdrowia tunezyjskiej młodzieży w porównaniu z naszymi latoroślami. W normalnych sklepach sprzedawane jest prawie wyłącznie piwo bezalkoholowe w puszkach 0.3l. Kosztuje taka puszka w przeliczeniu ok. 4-6zł, czyli wcale niemało. Pół litra miejscowej wódki figowej kosztuje ok. 35zł, co jest kwotą dość znaczną dla przeciętnego Tunezyjczyka. Nie spotyka się tam więc na ulicach zataczających się ludzi i to zarówno młodych jak i starszych.

 Dzieci

 Inną ciekawą obserwacją poczynioną w Tunezji jest to, że dzieci są tam kochane i rozpieszczane. Nasza Amelka była na każdym kroku zaczepiana przez przechodniów i zabawiana. Młodzi chłopacy podchodzili do wózka, okazywali sympatię naszej pociesze i zabawiali ją. W Polsce jest nie do pomyślenia, by jakiś młody człowiek podszedł na ulicy do obcego dziecka i zabawił je. Taka reakcja wzbudziłaby raczej zaniepokojenie matki niż jej sympatię. Prędzej podejrzewałaby, czy to nie jest przypadkiem jakiś pedofil, niż uwierzyła w dobre intencje. W sklepach kilka razy Amelka dostała bezinteresownie drobne prezenciki.

Wyrastając w atmosferze miłości i akceptacji młodzi ludzie stają się ludźmi pogodnymi i otwartymi. Nie muszą w przyszłości odreagowywać swoich frustracji na młodszych czy podwładnych. Żeby w Polsce osiągnąć taki stopień życzliwości międzyludzkiej potrzeba jeszcze wiele lat. Osiągniemy to chyba dopiero jakieś 20 lat po tym, gdy zdecydowana większość społeczeństwa będzie optymalna, (albo przynajmniej ‘śródziemnomorska’). Samo przejście społeczeństwa na żywienie optymalne nie zmieni wszak od razu mentalności. Pełna otwartość w okazywaniu pozytywnych emocji przyjdzie dopiero później, jako efekt poprawy wzajemnego zaufania międzyludzkiego i poprawy finansowej całego narodu, która zapewni ludziom możliwość skromnego ale spokojnego i godziwego życia bez stresu o to, czy starczy do pierwszego.

 Handlowanie

 Wysoka sprawność umysłów młodych Tunezyjczyków objawia się m.in. w niespotykanej w Polsce umiejętności handlowania i targowania się. Targowanie się jest poza tym istotnym elementem ich kultury i mentalności. Obowiązują tutaj nieco inne zasady społeczne niż u nas.

Wszystkim udającym się w tamte strony zalecam aby przez pierwsze 3 dni nic nie kupowali, tylko badali, za ile można to czy owo kupić, w przeciwnym razie dokonają zakupów, których wcale nie planowali i zapłacą 5x tyle, za ile ów Tunezyjczyk byłby gotów to wszystko sprzedać. Ogólnie można przyjąć, że jeśli Tunezyjczyk jest skłonny sprzedać coś za 5 dinarów, to rozmowę z nami zaczyna od 40-50 dinarów. Czasem wydaje się, że już niżej z ceną nie zejdzie, a tu po wyjściu ze sklepu ekspedient goni nas i cena zaczyna się dalej gwałtownie obniżać. Wiedzmy też, że jeśli zgodziliśmy się już na 20 dinarów (4x za dużo), to on dalej będzie się targować i próbować wyciągnąć 21 lub 22, bo skoro trafił takiego frajera to musi go wydoić ile wlezie, aż do ostatniego dinara.

Warto wiedzieć, że znacznie lepszą cenę można utargować w sklepie będącym gdzieś na uboczu, a także w okolicach gdzie jest mniej turystów z Niemiec i innych krajów ‘bogatej unii’. Tam gdzie jest dużo Niemców miejscowi są nieco rozpuszczeni i przez to mniej skłonni do znacznego obniżania ceny.

Jakich sztuczek psychologicznych używają w stosunku do turystów?

1.          Podarunek. Często jesteśmy proszeni aby wejść  do sklepu, a gdy tylko tam wejdziemy zostajemy obdarowani jakimś skromnym podarunkiem. Trudno jest odmówić podarunku. W naturze ludzkiej leży silnie zakorzeniona zasada odwzajemniania podarunków, czujemy się więc wtedy w obowiązku coś kupić. Pamiętaj. Jeśli przyjmiesz prezent, jesteś przegrany. Wartość tego prezentu z całą pewnością się Tunezyjczykowi zwróci.

2.          Sympatia. Turyści są zaczepiani przechodząc obok sklepu przyjaźnie brzmiącymi słowami w ich ojczystym języku. Na początku jest to nawet miłe. Turysta będąc w nastroju do wymieniania kurtuazyjnych uprzejmości chętnie wchodzi w rozmowę, która nieodmiennie prowadzi do tego, że parę rzeczy zostanie mu zaproponowane do kupienia i pewnie coś z tego kupi za zawyżoną cenę. Trzeba jednak jak najszybciej nauczyć się ignorować te zaczepki, w przeciwnym razie połowę wakacji stracimy na wymigiwanie się od zakupów i tłumaczeniu miejscowym, że nie potrzebujemy już kolejnego rzeźbionego wielbłądka bądź drewnianego bębenka.

3.          Okazja niskiej ceny. Jednym ze sztandarowych wyrażeń kuszących klienta do wejścia do sklepu jest tekst „Chodź, chodź, niska cena!” Z niską ceną nie ma to oczywiście nic wspólnego, chodzi tylko o to, by wciągnąć nas do sklepu i dalej pociągnąć gadkę, której efektem będzie dokonanie przez nas jakiegoś zakupu. W skrajnej wersji można było usłyszeć nawet „Chodź, chodź, za darmo!”

4.          W trakcie pertraktacji dotyczącej ceny, jeśli zaproponujemy cenę 10x niższą od wyjściowej, to prawie na pewno usłyszymy słowa „O! bankrut, bankrut!”. Takie słowa oznaczają jedynie tyle, że zaproponowana przez nas cena NIE leży znacznie poniżej jego ceny minimalnej. Jeśli bowiem przesadzimy z naszą ofertą, to po prostu nie będzie dalej z nami rozmawiał. Jeśli natomiast w pertraktacjach nie usłyszymy takich słów, to prawie na pewno nasza oferta leży powyżej jego ceny minimalnej i jesteśmy na najlepszej drodze, żeby przepłacić.

 Na zakończenie trzeba dodać, że z rzadka zdarzają się sklepy przyciągające klientów ogłoszeniami o stałych cenach, w których nie ma targowania się. Ceny są w takich sklepach nieco wyższe niż to można wytargować, jak się nabierze w tym wprawy. Ma się w takich sklepach „europejski” komfort kupowania.

 Zagrożenia

 Ich mały raj na ziemi, jaki udało się stworzyć Tunezyjczykom, nie jest jednak tworem w pełni bezpiecznym. Powolnymi krokami również tam zaczyna się pojawiać coraz więcej złowieszczych oznak atakowania ich kraju przez siły zmierzające do destrukcji tego systemu.

Dość powszechnie dostępne są napoje typu Coca-Cola, które mogą stopniowo przyczynić się do pogorszenia się stanu psychologicznego i emocjonalnego młodzieży. Codziennie, a właściwie co noc, między 200 a 400 można, a właściwie trzeba było słuchać dobiegających z oddali huczących odgłosów miejscowej dyskoteki. Było to pomieszanie techno z miejscowymi rytmami arabskimi. Wrażenie ze słuchania tego było dość diaboliczne. Szczęśliwi Ci, którzy przesypiali ten czas pogodnym snem. Jednej gorącej nocy przepłynąłem ok. 50 basenów czekając aż ta muzyka się skończy, gdyż tylko pod wodą można było tych dźwięków nie słyszeć... W pozostałe noce szczęśliwie Bóg obdarowywał mnie snem.

 Tęsknota za Bałtykiem

 Choć zabrzmi to pewnie jak herezja, to jednak od czasu do czasu zatęskniłem sobie po cichutku za naszym zimnym, polskim Bałtykiem. Wynikało to z faktu, że sierpień jest tam miesiącem bardzo gorącym. Trudno było znaleźć tam porę dnia lub nocy, w której można było doznać przyjemnego orzeźwienia, tak charakterystycznego dla polskiego, sosnowego wybrzeża z powietrzem pełnym jodu. Miejscowy upał miał tę zaletę, że zmuszał człowieka do zwolnienia tempa, a tym samym do głębszego wypoczynku. Jednak okres od 1200 do 1500 w praktyce trzeba było spędzać w klimatyzowanym pokoju, co nieco rozbijało dzień. Inną zaletą polskiego Bałtyku jest znacznie mniejsze zasolenie. Po każdej kąpieli nie trzeba iść pod prysznic, by spłukać sól. Poza tym kąpiele w tamtejszym ciepłym morzu nie hartują tak zdrowia jak Bałtyk. Brak mi też było nieco pięknych, spokojnych, nostalgicznych spacerów o zachodzie słońca, jakie można przeżyć tylko w Polsce. Tam słońce zachodziło bardzo szybko. O 1800 był jeszcze upalny dzień, a o 2000 była już noc. I jeszcze jedno. Zabrzmi to jak jeszcze większa herezja, ale nad Bałtykiem człowiek opala się szybciej J. Tam, żeby wyjść na plażę, trzeba było smarować się ostrymi filtrami, żeby się nie spalić i większość czasu na plaży siedzieć pod parasolem. W Polsce wystarczy pierwszy dzień się lekko posmarować, na drugi dzień jeszcze trochę uważać, a na trzeci jest się już opalonym.

Wybrzeże Morza Śródziemnego generalnie najbardziej godne polecenia jest w miesiącu wrześniu. Temperatury odpowiadają polskiemu upalnemu czerwcowi i lipcowi a pewność ładnej pogody jest z pewnością większa od tej nad polskim morzem. Jest to poza tym okres znacznych obniżek cen. Jak się dobrze rozejrzeć, wakacje można spędzić po cenie całkiem przystępnej.

Podsumowując cały wyjazd do egzotycznej Tunezji, mogę powiedzieć, że byłem, poznałem, zobaczyłem. Jednak w przyszłym roku pojadę pewnie jak za starych dobrych czasów – nad nasz polski Bałtyk.

 Autor: Krzysztof Piotr Michalak. Prawa autorskie zastrzeżone.

początek strony                    lista wykładów