Wspomnienie z Tunezji
Dlaczego tak jest? Odpowiedź zawarta jest oczywiście w ich diecie. Z diety wynikają zaś relacje międzyludzkie, które tworzą całość mentalności narodowej i kultury. Nie chciałbym się wypowiadać na temat szczegółów ich odżywiania i dokładnych proporcji, nie mam na to dość danych. Jednak analiza tego, co dostawaliśmy jeść na stołówce pozwala wyciągnąć pewne wnioski.
Wyżywienie organizowane było na zasadzie ciepłego bufetu. Jest to pojęcie zbliżone do tzw. szwedzkiego stołu, jednak różnorodność potraw jest nieco mniejsza. Na śniadanie codziennie były w dowolnych ilościach gotowane jajka, masło, pomidory, dżemy, kakao, mleko, płatki kukurydziane. Czasem dodawali jogurt, serek topiony lub wędlinkę. Z pieczywa dostępne były przede wszystkim francuskie bagietki. Wg relacji poznanych ludzi podobne rzeczy serwowane były również w innych hotelach. Na obiadokolację natomiast dostępne było mięso drobiowe, czasem wołowina, baranina. Pływało ono w sosie robionym na bazie oliwy z oliwek z dużą ilością miejscowych przypraw. Do tego w dowolnych ilościach ziemniaki, ryż, surówki z pomidorów, ogórków, rzodkwi, marchwi, kapusty i innych warzyw a na deser arbuz. Do wyboru również były różnego rodzaju ‘lecza’, gulasze i zapiekane warzywa w bardziej lub mniej tłustych sosach, zdarzały się krewetki.
Całość sugeruje, że miejscowa dieta jest zbliżona do propagowanej przez Instytut Żywienia tzw. diety śródziemnomorskiej zwanej też przez dr Kwaśniewskiego dietą japońską, w której jest co prawda sporo węglowodanów, ale są też tłuszcze i białko wysokiej wartości, a w szczególności to pochodzące z jajek. W diecie tej jest mało produktów mącznych. Wydaje się, że nie ma w niej istotnych niedoborów w zakresie witamin i mikroelementów. W rozmowie z miejscową lekarką swoją łamaną francuszczyzną dowiedziałem się, że wśród miejscowej ludności występuje dużo incydentów udaru mózgu. Koreluje to z informacjami podawanymi przez dr Kwaśniewskiego, który pisze, że na diecie japońskiej jest to częsta przyczyna zgonów.
Jeśli jednak jest mowa o diecie, to trzeba koniecznie wspomnieć o innej istotnej różnicy pomiędzy Polakami i Tunezyjczykami. Chodzi o spożycie alkoholu. W Tunezji nie jest on łatwy do zdobycia a ponadto jest on drogi. Oznacza to, że jest on tam spożywany w bardzo niedużych ilościach. Wydaje mi się, że jest to istotny element znacznie lepszego stanu zdrowia tunezyjskiej młodzieży w porównaniu z naszymi latoroślami. W normalnych sklepach sprzedawane jest prawie wyłącznie piwo bezalkoholowe w puszkach 0.3l. Kosztuje taka puszka w przeliczeniu ok. 4-6zł, czyli wcale niemało. Pół litra miejscowej wódki figowej kosztuje ok. 35zł, co jest kwotą dość znaczną dla przeciętnego Tunezyjczyka. Nie spotyka się tam więc na ulicach zataczających się ludzi i to zarówno młodych jak i starszych.
Wyrastając w atmosferze miłości i akceptacji młodzi ludzie stają się ludźmi pogodnymi i otwartymi. Nie muszą w przyszłości odreagowywać swoich frustracji na młodszych czy podwładnych. Żeby w Polsce osiągnąć taki stopień życzliwości międzyludzkiej potrzeba jeszcze wiele lat. Osiągniemy to chyba dopiero jakieś 20 lat po tym, gdy zdecydowana większość społeczeństwa będzie optymalna, (albo przynajmniej ‘śródziemnomorska’). Samo przejście społeczeństwa na żywienie optymalne nie zmieni wszak od razu mentalności. Pełna otwartość w okazywaniu pozytywnych emocji przyjdzie dopiero później, jako efekt poprawy wzajemnego zaufania międzyludzkiego i poprawy finansowej całego narodu, która zapewni ludziom możliwość skromnego ale spokojnego i godziwego życia bez stresu o to, czy starczy do pierwszego.
Wszystkim udającym się w tamte strony zalecam aby przez pierwsze 3 dni nic nie kupowali, tylko badali, za ile można to czy owo kupić, w przeciwnym razie dokonają zakupów, których wcale nie planowali i zapłacą 5x tyle, za ile ów Tunezyjczyk byłby gotów to wszystko sprzedać. Ogólnie można przyjąć, że jeśli Tunezyjczyk jest skłonny sprzedać coś za 5 dinarów, to rozmowę z nami zaczyna od 40-50 dinarów. Czasem wydaje się, że już niżej z ceną nie zejdzie, a tu po wyjściu ze sklepu ekspedient goni nas i cena zaczyna się dalej gwałtownie obniżać. Wiedzmy też, że jeśli zgodziliśmy się już na 20 dinarów (4x za dużo), to on dalej będzie się targować i próbować wyciągnąć 21 lub 22, bo skoro trafił takiego frajera to musi go wydoić ile wlezie, aż do ostatniego dinara.
Warto wiedzieć, że znacznie lepszą cenę można utargować w sklepie będącym gdzieś na uboczu, a także w okolicach gdzie jest mniej turystów z Niemiec i innych krajów ‘bogatej unii’. Tam gdzie jest dużo Niemców miejscowi są nieco rozpuszczeni i przez to mniej skłonni do znacznego obniżania ceny.
Jakich sztuczek psychologicznych używają w stosunku do turystów?
1. Podarunek. Często jesteśmy proszeni aby wejść do sklepu, a gdy tylko tam wejdziemy zostajemy obdarowani jakimś skromnym podarunkiem. Trudno jest odmówić podarunku. W naturze ludzkiej leży silnie zakorzeniona zasada odwzajemniania podarunków, czujemy się więc wtedy w obowiązku coś kupić. Pamiętaj. Jeśli przyjmiesz prezent, jesteś przegrany. Wartość tego prezentu z całą pewnością się Tunezyjczykowi zwróci.
2. Sympatia. Turyści są zaczepiani przechodząc obok sklepu przyjaźnie brzmiącymi słowami w ich ojczystym języku. Na początku jest to nawet miłe. Turysta będąc w nastroju do wymieniania kurtuazyjnych uprzejmości chętnie wchodzi w rozmowę, która nieodmiennie prowadzi do tego, że parę rzeczy zostanie mu zaproponowane do kupienia i pewnie coś z tego kupi za zawyżoną cenę. Trzeba jednak jak najszybciej nauczyć się ignorować te zaczepki, w przeciwnym razie połowę wakacji stracimy na wymigiwanie się od zakupów i tłumaczeniu miejscowym, że nie potrzebujemy już kolejnego rzeźbionego wielbłądka bądź drewnianego bębenka.
3. Okazja niskiej ceny. Jednym ze sztandarowych wyrażeń kuszących klienta do wejścia do sklepu jest tekst „Chodź, chodź, niska cena!” Z niską ceną nie ma to oczywiście nic wspólnego, chodzi tylko o to, by wciągnąć nas do sklepu i dalej pociągnąć gadkę, której efektem będzie dokonanie przez nas jakiegoś zakupu. W skrajnej wersji można było usłyszeć nawet „Chodź, chodź, za darmo!”
4. W trakcie pertraktacji dotyczącej ceny, jeśli zaproponujemy cenę 10x niższą od wyjściowej, to prawie na pewno usłyszymy słowa „O! bankrut, bankrut!”. Takie słowa oznaczają jedynie tyle, że zaproponowana przez nas cena NIE leży znacznie poniżej jego ceny minimalnej. Jeśli bowiem przesadzimy z naszą ofertą, to po prostu nie będzie dalej z nami rozmawiał. Jeśli natomiast w pertraktacjach nie usłyszymy takich słów, to prawie na pewno nasza oferta leży powyżej jego ceny minimalnej i jesteśmy na najlepszej drodze, żeby przepłacić.
Dość powszechnie dostępne są napoje typu Coca-Cola, które mogą stopniowo przyczynić się do pogorszenia się stanu psychologicznego i emocjonalnego młodzieży. Codziennie, a właściwie co noc, między 200 a 400 można, a właściwie trzeba było słuchać dobiegających z oddali huczących odgłosów miejscowej dyskoteki. Było to pomieszanie techno z miejscowymi rytmami arabskimi. Wrażenie ze słuchania tego było dość diaboliczne. Szczęśliwi Ci, którzy przesypiali ten czas pogodnym snem. Jednej gorącej nocy przepłynąłem ok. 50 basenów czekając aż ta muzyka się skończy, gdyż tylko pod wodą można było tych dźwięków nie słyszeć... W pozostałe noce szczęśliwie Bóg obdarowywał mnie snem.
Wybrzeże Morza Śródziemnego generalnie najbardziej godne polecenia jest w miesiącu wrześniu. Temperatury odpowiadają polskiemu upalnemu czerwcowi i lipcowi a pewność ładnej pogody jest z pewnością większa od tej nad polskim morzem. Jest to poza tym okres znacznych obniżek cen. Jak się dobrze rozejrzeć, wakacje można spędzić po cenie całkiem przystępnej.
Podsumowując cały wyjazd do egzotycznej Tunezji, mogę powiedzieć, że byłem, poznałem, zobaczyłem. Jednak w przyszłym roku pojadę pewnie jak za starych dobrych czasów – nad nasz polski Bałtyk.
Autor: Krzysztof Piotr Michalak. Prawa autorskie zastrzeżone.
początek strony lista wykładów